O świcie w niedzielę 17 września 1939 r., kiedy oddziały Wojska Polskiego stawiały jeszcze opór armiom niemieckim, Związek Radziecki bez wypowiedzenia wojny zaatakował Polskę, łamiąc pakt o nieagresji, który miał obowiązywać do końca 1945 roku. Tym samym zrealizował ustalenia zawarte w tajnym protokole radziecko-niemieckiego paktu Ribbentrop-Mołotow, czego konsekwencją był tzw. IV rozbiór Polski.
W połowie września 1939 r. Polska wciąż powstrzymywała niemiecką agresję. Kosztem wielkich strat stawiała opór w nadziei, że doczeka się interwencji militarnej Francji i Anglii, sojusznicy jednak zawiedli, mimo podpisanych umów. Już 12 września, czyli w czasie gdy Wojsko Polskie toczyło zacięte boje nad Bzurą, na francusko-brytyjskiej konferencji w Abbeville ustalono, że pomocy nie będzie. Dla Stalina było to jak zaproszenie do najazdu. Niespełna tydzień później Armia Czerwona przekroczyła granice Rzeczypospolitej.

Do dziś nie wiemy wszystkiego o tym, co działo się na Kresach po wkroczeniu Sowietów. Atak ten w zasadzie przesądził losy kampanii wrześniowej. Nasz kraj nie miał szans na skuteczną obronę przed dwoma agresorami. Dopiero po 1990 roku walki żołnierzy polskich z Armią Czerwoną zostały upamiętnione na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie, napisem na jednej z tablic – „OBRONA GRANICY WSCHODNIEJ RP 17 IX – 1 X 1939”. A 23 września 2009 r. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przyjął przez aklamację Uchwałę upamiętniającą agresję Związku Radzieckiego na Polskę 17 września 1939 r. Zajęcie przez Armię Czerwoną wschodnich terenów II Rzeczypospolitej było początkiem ustanowienia w Europie nowego porządku, przyjętego później w Jałcie jako obowiązujący po dziś dzień.
W dniu agresji sowieckiej w rękach polskich znajdowała się niemal połowa terytorium Rzeczypospolitej. Broniła się Warszawa i Twierdza Modlin. Trwała bitwa nad Bzurą i obrona wybrzeża morskiego. Toczyły się krwawe boje na Lubelszczyźnie, bronił się Lwów, który jednocześnie próbowali zdobyć Niemcy.
Armia Czerwona wkroczyła na terytorium Polski z północy i południa. Na wieść o sowieckiej agresji Marszałek Rydz-Śmigły nakazał w nim pozostającym na Kresach wojskom wycofać się „najkrótszymi drogami” na Rumunię i Węgry, jednocześnie wskazując, żeby: „Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów. (…) Miasta do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii”.
Wojsko Polskie nie było w stanie skutecznie przeciwstawić się nowemu agresorowi, zwłaszcza, że ataku z tej strony nie przewidywano. Jednakże pomimo całkowitego zaskoczenia decyzją Marszałka Rydza-Śmigłego i przewagi wschodniego agresora, wiele jednostek Korpusu Ochrony  Pogranicza stawiło opór. Długo utrzymywały swoje pozycje pułki KOP-u „Wilejka”, „Podole” i „Sarny”. Granicy broniły bataliony: „Ludwikowo”, „Sienkiewicze”, „Dawidgródek”. Do historii przeszły obrona Wilna oraz walki polskiej kawalerii pod Skidlem i Kodziowcami. Bohaterski opór stawiła grupa KOP-u gen. Wilhelma Orlik-Rückemana, która pod Szackiem i Wytycznem zadała najeźdźcy ciężkie straty. Szczególnie zacięty charakter miała dwudniowa obrona Grodna. Polecenie unikania walki, a przede wszystkim niewypowiedzenie wojny agresorowi nie tylko zdezorientowało żołnierzy i społeczeństwo, ale być może przesądziło o losie wojskowych wziętych do niewoli przez Sowietów. Odmówiono im bowiem statusu jeńców.
Oficjalnym pretekstem agresji było niezgodne z prawdą oświadczenie o rozpadzie państwa polskiego, ucieczce rządu polskiego, konieczności „wyprawy wyzwoleńczej” w obronie mienia i życia zamieszkujących wschodnie tereny polskie Ukraińców i Białorusinów oraz uwalnianiu ludu polskiego od wojny. W konsekwencji ZSRR uznał wszystkie układy zawarte uprzednio z Polską za nieobowiązujące – zawarte z nieistniejącym państwem.
Brak publicznego formalnego ogłoszenia przez Prezydenta i rządu RP faktu istnienia stanu wojny pomiędzy ZSRR a Polską i brak jednoznacznego rozkazu Naczelnego Wodza stawiania oporu najeźdźcy doprowadziły do dezorientacji. Niektórzy żołnierze przesuwając się na wschód na bezpieczne tereny trafiali wprost w radzieckie ręce bez żadnej walki. Czasem oddziały Armii Czerwonej przedstawiały się za sojuszników Polski w wojnie z Niemcami i podstępem zabierali polskich żołnierzy do niewoli. Akcje Armii Czerwonej nie pozostawiały wątpliwości, że od 17 września Polska miała dwóch agresorów, współpracujących ze sobą w celu jej anihilacji. Władysław Sikorski wyraził pogląd, że Rosja „zdradziła, idąc zbrojnie na pomoc Niemcom i uderzając na nas w umówionym z nimi momencie nożem w plecy (…) odtąd jesteśmy w stanie wojny z Sowietami na równi z Niemcami”.
Na znacznym obszarze Rzeczpospolitej nastały tzw. dni swobody, czyli czas anarchii. Wobec braku wojska i policji, a nawet administracji lokalnej, napadano na dwory i bogatych chłopów. W miastach i miasteczkach celem ataków (zazwyczaj rabunków) padli kupcy i przemysłowcy oraz zamożni przedstawiciele inteligencji. Różnej maści milicje, albo po prostu bandy, wyłapywały osoby związane z państwem polskim. Ich ofiarą padali głównie policjanci, urzędnicy, osadnicy wojskowi, księża oraz leśnicy. Wielu Polaków zostało zamordowanych, często w okrutny sposób.
Jednym z symboli wrześniowej katastrofy jest samobójcza śmierć malarza i pisarza Stanisława Ignacego Witkiewicza, który odebrał sobie życie na wieść o wejściu Sowietów do Polski.
Za żołnierzami Armii Czerwonej wkraczały oddziały NKWD, dokonując masowych represji, często ludobójstwa osób pozostających na wschodnich terenach Rzeczypospolitej Polskiej, grabieży polskiego majątku narodowego i dóbr prywatnych – w głąb ZSRR wywożono sprzęt produkcyjny i dokumentację z zakładów przemysłowych, lokomotywy, wagony, samochody oraz inwentarz żywy i martwy. Obrabowano polskie muzea, biblioteki oraz archiwa i zbiory dzieł sztuki. Uwięziono polskich żołnierzy i kwiat polskiej inteligencji. Nastąpiły także masowe deportacje ludności, które według różnych źródeł, objęły od kilkuset tysięcy do miliona obywateli polskich. W obozach zmuszano ich do morderczej pracy w nieludzkich warunkach. W konsekwencji ataku do niewoli sowieckiej trafiło ponad pół miliona polskich żołnierzy. W Katyniu, Charkowie, Kozielsku i Ostaszkowie wymordowano 22 tysiące polskich oficerów. Byli tam też nasi mieszkańcy, których nazwiska widnieją na tablicy umieszczonej na Kaplicy Cmentarnej w Dąbrowie Tarnowskiej.

17 września obchodzimy Światowy Dzień Sybiraka, aby uczcić pamięć setek tysięcy obywateli Rzeczypospolitej Polskiej wyrzuconych z domów i osadzonych w nieludzkich warunkach w obozach i więzieniach na syberyjskiej i kazachskiej ziemi. Ta szczególna data dla Sybiraków i Kresowian jest symbolem naznaczenia ich życia, sposobem na zachowanie w pamięci ich tragedii i tułaczego losu.

Dziś, w 78. rocznicę sowieckiej agresji, oddajemy cześć wszystkim ofiarom sowieckiego terroru, poległym i zamordowanym m.in. w Katyniu, Charkowie, Miednoje, zmarłym na zesłaniu i w łagrach Sybiru. Poszukiwanie i głoszenie prawdy o ich losie jest dziś naszym obowiązkiem. Chylimy czoła przed tymi, którzy wywiezieni na nieludzką ziemię, przetrwali i wrócili do ojczyzny. Dzięki odwadze Sybiraków i ich rodzin przetrwała prawda o Katyniu, zsyłkach i katorżniczej pracy w sowieckich więzieniach i łagrach. Prawda o „Golgocie Wschodu” stała się ważnym elementem kształtowania świadomości historycznej i postaw patriotycznych w powojennej Polsce. Bardzo ważnym elementem w polskiej drodze ku wolności. Dołóżmy starań, aby dramatyczne wydarzenia z tamtego okresu przetrwały w pamięci i świadomości kolejnych pokoleń.